„" F. Dostojewski, Biesy, Warszawa 1977, s. 30.
7 — Amfory, beczki...
kiedy po kolacji pozostają w męskim gronie i mogą rozmawiać i pić wino" J0. Nie trzeba być zawodowym literaturoznawcą, demonem erudycji, aby ułożyć pokaźnych rozmiarów tom z podobnych wypisów.
Czy rzeczywiście tradycja sympozjonu trwa Jak ją sytuować w większości współczesnych krajów, nie produkujących wina i bez niewolników, w których cztero czy pięcioosobowe zabiegane rodziny, mieszkające w dwupokojowych „apartamentach", z dużą zręcznością wiążą tak zwany koniec z końcem Czy rzeczywiście można mówić o żywej tradycji sympozjonu, skoro wiadomo, że pełnoletni męscy członkowie przeciętnej rodziny nie mogą sobie pozwolić na urządzanie „sympozjonów", spotkań towarzyskich w swoim gronie, lub choćby tylko bywanie na nich dwa, trzy razy w tygodniu...; a gdzie w tym czasie miałyby się podziać kobiety Pozostając z całą atencją dla. powagi żartu i satyry, w tym wypadku trzeba jednak powiedzieć, że ten akurat problem gorzej widać z przymrużeniem oka. Otwórzmy je przeto i spójrzmy na rzeczywistość taką, jaka ona jest. Zabawy o charakterze sympozjonalnym mają to do siebie, że wymagają nie tylko określonego poziomu zamożności i nie tylko od organizatora „Tymczasem prowadziłem w Wiedniu ten sam ożywiony tryb życia. Niejaki von Oberleithner, właściciel dużego domu towarowego, obdarzony namiętnością do komponowania oper, często zapraszał mnie wówczas na obiad lub kolację. [..,] Po premierze von Oberleithner wydał wspaniałe przyjęcie w prywatnym gabinecie u «Sachera», zapraszając śpiewaków, dyrygenta i kilku wiedeńskich notabli". Dyrygent, śpiewacy wiedeńskiej opery, dyrektor domu towarowego i wspominający pianista wirtuoz — czyli Artur Rubinstein — wszyscy oni byli lepiej niż przeciętnie sytuowani, lepiej od większości wiedeńczyków. Drugą wspólną cechą łączącą dyrygenta, śpiewaków, właściciela domu towarowego i pianistę wirtuoza było to, że nikt z nich nie musiał rano wstawać. Zabawom w duchu i stylu sympozjonu, niezależnie od rodzaju serwowanego trunku, potrzebny jest — ba, niezbędny — komfort „swobodnego nazajutrz". Po udanym przyjęciu, nieważne — w gronie notabli czy szarych obywateli — przeciągniętym do późna w nocy, wstawanie nazajutrz o piątej rano, aby stawić się o szóstej w miejscu pracy, jest po prostu gwałtem zadanym własnemu organizmowi, nie mówiąc już o tym, że jakość pracy owego „biesiadnika" z pewnością nie będzie najwyższa. Tymczasem przygniatająca część ludzi, nawet w najbogatszych krajach świata, ludzi absolutnie nie mogących uskarżać się na niedostatki finansowe — musi wstawać skoro świt, aby rozpoczynać punktualnie swą pracę. Takie są wymogi“(12)
gry darmowe zręcznościowe |gry darmowe zręcznościowe |rysik gratia